Teatralne porno-love story

24.09.2015

 

Na rozpoczęcie sezonu 2015/2016 Teatr Powszechny w Radomiu przygotował dwa spektakle: „Bóg mordu" w reżyserii Krzysztofa Babickiego i „Niebezpieczne związki" w reżyserii Michała Siegoczyńskiego. W sobotę 12 września na Scenie Kameralnej odbyła się premiera „Niebezpiecznych związków". Słynna, swego czasu skandaliczna, powieść Pierre'a Choderlos de Laclosa stała się pretekstem do spojrzenia raz jeszcze na wymiar miłości, relacji, seksu i marzeń. Polem do obserwacji namiętności i zależności międzyludzkich stało się miejsce planu filmu pornograficznego.

Na zaciemnionej scenie, którą odgradza od widowni szyba z pleksiglasu stoją dwie kanapy. W tle majaczy wyjście na taras czy do ogrodu z jednej strony, a z drugiej barek, będący też biurkiem. Na pierwszym planie widać metalowa rurkę do tańca. Scenografia Doroty Nawrot podkreśla smutek i pustkę tego miejsca. Poziomy teatralności dubluje cały czas towarzysząca na scenie kamera. Na ekranie wyświetlają się zabawne podtytuły poszczególnych części lub odautorskie komentarze. Aktorzy co jakiś czas przełamują dystans i wychodzą zza szyby-ekranu, żeby móc bezpośrednio komunikować się z widownią.

Piątka aktorów z przemysłu porno chce nakręcić film na bazie literatury. Producentka, wcielająca się w rolę markizy de Merteuil (występująca gościnnie Katarzyna Dorosińska) wspólnie z wicehrabią de Valmontem (gościnnie Konrad Korkosiński) - aktorem, który pragnie zrobić karierę w Hollywood decyduje się na nakręcenie naprawdę „głębokiego kina". Prawdziwa porno-awangarda z nutami perwersji, manipulacji i żądzy. Przypadkowy wybór pada na XVIII wieczną powieść. To ma być duża, kasowa produkcja. Proces kompletowania zespołu w słodko-gorzki sposób charakteryzuje środowisko tej branży.

Prezentowane historie z przymrużeniem oka ukazują świat zepsuty, zimny i pozbawiony wrażliwości. Świat à rebours, w którym największym sekretem jest posiadanie zainteresowań malarskich, literackich czy muzycznych, które mogłyby zdradzić i odsłonić intymne szczegóły wnętrza bohaterów. Lecz nieoczekiwanie nawet tam rodzi się miłość. Jednak nie jest ona wartością ocalającą. Przeciwnie, prawdziwe uczucia i emocje odsłaniają słabości bohaterów, skazując ich na tragiczny koniec.

Przeniesienie akcji powieści w świat produkcji porno jest ciekawym zabiegiem inscenizacyjnym. Reżyser dla uzyskania efektu parodii wykorzystał odwołania do kultury popularnej. W trakcie trwania spektaklu można usłyszeć muzyczne przeboje, m. in. „I'm changing" Jennifer Hudson odważnie i z nieoczekiwaną lekkością zaśpiewane przy rurze przez Cécile de Volange (Magdalena Placek). Ponadto wszelkie literackie zabiegi, reminiscencje i refleksje dodają smaczku tej nieoczekiwanie współczesnym teatralnym językiem opowiedzianej historii, gdzie miłość jest miłością, ale też pretekstem do zarabiania pieniędzy. Te czasami zaskakujące odniesienia, dzięki zastosowanym, z dobrym wyczuciem reakcji publiczności, zabiegom inscenizacyjnym Michała Siegoczyńskiego precyzyjnie zgrywają się z akcją przedstawienia. Gęsty tekst musiał być nie lada wyzwaniem zarówno dla reżysera, ale i dla aktorskiej młodzieży tego teatru. Wyraźnie widać włożoną ogromną pracę, czuć koncentrację i energetyczną relację, która się między nimi wytworzyła.

W spektaklu bierze udział pięcioro aktorów i cała piątka zagrała bardzo dobre przedstawienie. Kawaler Danceny to doświadczony aktor porno. Wojciech Wachuda, wcielający się w jego postać, wiarygodnie oddał rezygnację i wypalenie spec-aktora, posiadającego wieloletnią praktykę w tym szczególnym biznesie. Kabaretowa kreacja Magdaleny Placek, która prezentowała Cécile de Volange jako dziewczynę nieco w tym erotycznym świecie zagubioną, zaskakująco kontrastowała z wykonywanymi przez nią piosenkami. To interesująca aktorka, której - jak można sądzić z jej dotychczasowej kariery - przyświeca miłość do scenicznego śpiewania, bowiem już od jej pierwszego spektaklu dyplomowego „Przebudzenie wiosny" w reżyserii Jacka Mikołajczyka wartość wokalna i jakość prezentowanych przez nią utworów znacznie podnosiły muzyczny poziom przedstawień.
Prezydentowa de Tourvel, uzależniona od kokainy aktorka porno, doznaje boskiej iluminacji. Jej nawrócenie i religijna nerwica w istotnym stopniu, z dużym wdziękiem i inteligentnie ukrytym dowcipem wykorzystane są w budowaniu tej postaci przez Marię Gudejko. Podobno takie nawrócenia nie należą w tej branży do odosobnionych przypadków.
Katarzyna Dorosińska, która wcieliła się w demoniczną Markizę de Merteuil perwersyjnie manipulującą swoim filmowym zespołem zaprezentowała dosyć zdecydowany charakter przywódczyni, organizatora i głównego sprawcy tej teatralno-filmowej historii. Partnerujący jej Valmont, okazuje się w jej grze tylko zręcznie zmanipulowanym pionkiem. Postać tę bardzo przekonująco zagrał, wzbudzający sporą sympatię widowni - Konrad Korkosiński.

Być może nie zarzut, a raczej postulat należałoby sformułować wobec niektórych kostiumów. Mimo dostępności kostiumowych "wzorców", postaci z "Niebezpiecznych związków" nie były ubrane w seksowne, i jak na tego rodzaju komedię przystało barwne, precyzyjnie dobrane i uszyte kostiumy. Większa staranność, pomysłowość i branżowa "wierność' w ich wymyśleniu, i doborze znacznie podniosłaby atrakcyjność postaci, podkreśliła ich autentyczność i wzbudziła jeszcze większe zainteresowanie tym spektaklem.

Temat namiętności, niewierności i skandali obyczajowych jak świat światem wzbudza ludzkie zainteresowanie. W XVIII wieku ludzie uprawiali miłość w buduarach, a mimo to, erotyczne ploteczki obiegały salony miast. Bywało, że damy i kawalerowie z dnia na dzień tracili reputację oraz towarzyskie zaufanie. Dziś tego rodzaju ekscesy są tanią sensacją, ale nikogo już nie szokują. Seks jako produkt komercyjny często wyziera z ekranów telewizorów i komputerów, chociaż nikt do pojedynczych ludzkich dramatów nie przywiązuje już tak wielkiej wagi. Mimo tego spektakl ogląda się przyjemnie, a rozgrzana publiczność chętnie nagradza aktorów zasłużonymi oklaskami.

Tak więc początek nowego sezonu w Teatrze im. J. Kochanowskiego został uroczyście zainaugurowany dwoma bardzo różniącymi się od siebie propozycjami. Każda z nich postawiła przed aktorami, realizatorami i widzami zupełne inne wyzwania. To interesujące posunięcie dyrekcji teatru świadczy być może o tym, że kolejny sezon teatralny w Radomiu będzie obfitował w ciekawe. różnie pojmowane, interpretowane, prezentowane i odbierane pozycje repertuarowe.

Martyna Dębska
Dziennik Teatralny
14 września 2015