Teatralny jubileusz z Kochanowskim

26.04.2015


23 maja ponad 100 scen w całym kraju zagra spektakle w specjalnej cenie 250 groszy - tak będzie świętowane 250-lecie teatru publicznego w Polsce. Także i Radom włącza się w te obchody i to spektaklem niebagatelnym.
W naszym teatrze pojawi się gość wyjątkowy - jego patron - Jan Kochanowski. Spektakl zapowiada się wyjątkowo ciekawie, bo realizacja została powierzona Andrzejowi Sadowskiemu. Kto widział „Majakowskiego" ten wie, że z trudnego materiału, potrafi on zrobić wciągające i prawdziwie współczesne przedstawienie. Reżyser zgodził się zdradzić kilka szczegółów dotyczących swojego nowego projektu.

 

Podjąłeś się zrobienia spektaklu opartego na twórczości Kochanowskiego. To chyba niełatwe zadanie.
Tak, to prawda. Niemal zawsze przenosimy się na obszar fraszek i trenów, czyli dość klasycznego pojmowania Kochanowskiego, że owszem wielkim poetą był, ale tak naprawdę to właściwie niewiele nas obchodzi.

Traktuje się go raczej dość powierzchownie, bo kojarzy się przede wszystkim z „Trenami" i żałobą po Urszuli.
Zgadza się i tak na dobrą sprawę niewiele możemy o nim powiedzieć. Czyta się go w okresie szkolnym, ale potem bardzo szybko się o nim zapomina. Pamięć o Kochanowskim jako o wybitnym poecie Renesansu właściwie nie jest kultywowana.

To nie jest literatura, do której się wraca.
Tak naprawdę nie utrwalił się też na dobre w języku polskim, np. w formie powiedzeń czy chociażby potrzeby cytowania jego tekstów, które, jak się je teraz czyta, są trudne, i niezrozumiałe dla współczesnego czytelnika. Dla mnie tych kilka powodów wystarczyło, żeby się nimi zająć. Zawsze interesowała mnie pustynia, ziemia niczyja. Może uda się stworzyć coś niekonwencjonalnego na bazie jego twórczości....Zobaczymy.


Scenariusz został napisany przez Ciebie?
Tak, chociaż jeszcze nie jest do końca gotowy. Częściowo będzie powstawał na próbach, dlatego że sporo jest w nim fragmentów, które będą improwizowane. Także wiele tekstów łączących poszczególne sceny powstanie podczas prób.

Chyba właśnie taka jest Twoja metoda pracy, bo przy „Majakowskim" było podobnie.

Tak. Przynoszę zarys, rodzaj pewnej podstawowej konstrukcji i wokół tego coś będzie się działo. Zobaczymy, w jakim kierunku nas to pociągnie, ale już teraz wiem, że dużo materiału będzie poświęconego relacjom kobiety i mężczyzny. Kochanowski, jak samo nazwisko wskazuje (śmiech), zakochiwał się nieomal co chwilę. Był osobą, która uwielbiała towarzystwo płci żeńskiej i lubił też o niej pisać.

Zdradzisz coś więcej na temat historii?
To będzie science fiction, jak zwykle u mnie (śmiech), tzn. pewna grupa osób, które trudno zdefiniować, trafia na miejsce ukształtowane ze wspomnień o Kochanowskim i z tego będzie próbowała złożyć jakąś całość, jakiś świat. Samego poety w tym nie będzie. Wystąpią cztery żywioły: woda, ogień, powietrz i ziemia - Bławatek, Panpłomyk, Terrania i Aquinus. Będą to postaci trochę mityczne, archetypiczne, poza ludzkim światem, coś w rodzaju aniołów, czy czterech jeźdźców apokalipsy. Nowością dla mnie będzie warstwa ruchowa tego spektaklu. Będę szukał w konwencji tańca współczesnego, tańca równie hermetycznego jak sam tekst.

Zaciekawiłeś mnie. Jaka w takim razie będzie sceneria?
Połączenie McDonald's z biblioteką (śmiech).

Tego bym się nie spodziewała (śmiech). To trochę kulturalny fast food.
Tak, coś takiego (śmiech).

Brzmi intrygująco. Twój znak rozpoznawczy to multimedia. Wykorzystasz je także teraz?
Tak, ale jeszcze zobaczę, jaki dokładnie to będzie miało kształt. Pewnie nakręcę jakiś film na kanwie tego, co robimy i będzie on towarzyszył spektaklowi. Będzie też muzyka tworzona przez krakowskiego kompozytora Pawła Muzykę. Na co dzień jest wiolinistą Opery Kameralnej w Warszawie, więc założenia są takie, że usłyszymy klasyczną muzykę opartą o pewne struktury barokowe i renesansowe, ale we współczesnym ujęciu.

Czy fabuła science fiction i taka oprawa są metodą na to, aby Kochanowskiego uwspółcześnić?
Mówiąc szczerze, z Kochanowskim jest jeden problem - jest dla dzisiejszych kompletnie niezrozumiały. Język jest archaiczny i obarczony taką tradycją, która przestaje mieć dla nas znaczenie. W związku z tym trzeba szukać pomysłu, który pozwoli nam tę twórczość na tyle przybliżyć i zrozumieć, żeby przede wszystkim przekazać pewne wartości, ale w nienachalny sposób. Wobec tego myślę, że niekoniecznie musimy korzystać z formy, która wyrasta z jego twórczości, ale z takiej, która na nią napotyka, czyli dlatego właśnie pojawiają się przybysze z kosmosu, którzy dowiadują się o takim gościu jak on (śmiech).

Tak, recytowanie Kochanowskiego chyba nie byłoby ciekawe.
Zgadza się, choć jednocześnie chciałbym przekazać sporo jego tekstów, ale w nieszablonowy, ciekawy sposób.

Na jakich utworach się skupiasz?
Na poematach rzadko przywoływanych takich jak „Zuzanna" czy „Satyr albo Dziki mąż". Nie ma ich w kanonie szkolnym. Szukałem tekstów, w których jest pewne napięcie.

Dla jakiego widza zaplanowana jest ta sztuka?
Myślę, że dla młodzieży, przede wszystkim dla niej, ale też dla każdego widza, bo pewne tematy, które będziemy poruszać, są sprawami zarówno tej starszej młodzieży, jak i dorosłych - temat miłości czy seksu tak samo dotyczy jednych i drugich.

Na scenie zobaczymy czterech aktorów. Lubisz takie kameralne formy?
Tak. Dobrze się w nich czuję. Mają ludzki wymiar.

Skoro spektakl częściowo będzie powstawał podczas pracy na próbach, to w jakim stopniu jego końcowy kształt będzie wynikiem wkładu aktorów?
W dużym, przynajmniej w połowie. Zależy mi na tym, żeby to aktorzy w dużej mierze tworzyli to, co będzie się działo przed oczami widza.

Jakich reakcji młodzieży się spodziewasz?
Tu sytuacja jest dość trudna, bo język jest hermetyczny i taki, którym oni kompletnie się nie posługują i którego nie rozumieją. Dlatego szukam formuły, która pozwoli nam na stworzenie wizualnej formy tych tekstów. Zależy mi na pewnej niejednoznaczności postaci, na tym, żeby mówili o tym, że bohaterowie Kochanowskiego nie do końca byli tacy poukładani, piękni i uładzeni, że w tym świecie były jednak zdrady, sprzeniewierzenia się Bogu, rzucanie czarów, kobiety występne, mężczyźni niegodni zaufania itd. Jest tam pełno takiego delikatnego brudu (śmiech).

Może wyłuskanie właśnie takich kwestii będzie tym, co młodzież zainteresuje, co pokaże, że to był normalny świat.
Tak, to pokaże, że niewiele się zmieniło, że żyjemy w tym samym bałaganie, jaki był od lat.

Jak byś zachęcił do przyjścia na spektakl?
Myślę, że warto wpaść po to, żeby zobaczyć jak taka archaiczna forma może mieć jeszcze siłę wyrazu, dynamikę i nam współczesnym coś przekazać, pokazać, że coś, o czym dawno zapomnieliśmy, jednak dalej funkcjonuje.

rozmawiała Agnieszka Wojciechowska
"OK!Magazyn", maj 2015