To będzie genialna farsa

06.10.2011

 

Będziemy śmiać się głośno i długo - Teatr Powszechny występuje w sobotę premierą sztuki Michaela Frayna "Czego nie widać". Co widać za przedpremierowymi kulisami?...

 

"Czego nie widać" to jedna z najgłośniejszych współczesnych sztuk komediowych, która obiegła już wiele scen nie tylko angielskich. W Radomiu zobaczymy ją po raz pierwszy. Tym bardziej zaciekawiają nas jej przygotowania.

- To nie jest komedia - zaznacza od razu Tomasz Dutkiewicz, reżyser spektaklu, którego chwytamy przed wejściem na scenę. - To jest farsa! Mercedes fars? Jest takie określenie. To po prostu kongenialnie napisana sztuka.

Kongenialnie, bo Frayn całe życie spędził w teatrze, grał w nim, więc znał teatr od podszewki.

Sztuka opowiada właśnie o grupie teatralnej, która wystawia farsę "Co widać", a następnie rusza w objazd po brytyjskiej prowincji. Dowcip polega tu na zderzeniu zakulisowych perypetii aktorów z ich perypetiami scenicznymi.

Jakimi ludźmi okazują się aktorzy którzy robią sobie nawzajem kawały, kradną rekwizyty i urządzają sceny zazdrości tuż przed wyjściem na scenę, co w połączeniu z ich nieudolnym aktorstwem przynosi efekt w postaci niezliczonych komicznych pomyłek.

-Są zadufani w sobie egoistyczni, złośliwi - mówi Tomasz Dutkiewicz. - Ale jednocześnie z wielkim sercem, Nadwrażliwi. Niedowrażliwi...Wszystko jest tu w krzywym zwierciadle wpisanym w formułę teatru.

- Bo ludzie teatru to kompletni wariaci - podkreśla reżyser. Inaczej nie da się uprawiać tego zawodu .Wcześniej czy później czeka tych ludzi szaleństwo: albo sami w nie wpadają albo ulegają szaleństwu innych.

Niczego nie poprawiam!

- Myślę, że nasze przedstawienie będzie czytelne, bo funkcjonowanie teatru niewiele się zmieniło od czasów Szekspira - kończy nasz rozmówca.

Oczywiście przedstawienie będzie zgodne z tekstem. Tej farsy nie wolno poprawiać.

-Dwukrotnie byłem świadkiem, że reżyserzy proponowali inne rozwiązania - nadmienia Dutkiewicz. - I albo w miarę pracy wracali do tekstu albo sztuka nie była śmieszna.

Sztuka, zdaniem reżysera, jest rozpisana jak partytura muzyczna. Zwłaszcza drugi akt: rozpisany co do sekundy. Jedne drzwi się otwierają, drugie zamykają a już za sekundę ktoś wychodzi, bierze rekwizyt, oddaje go innemu...Zrobienie tego tekstu niezgodnie z wolą autora sprawi, że będzie to sztuka o niczym.

Sardynki w puszce

Próba ma się rozpocząć, nadchodzą aktorzy.

-Co jest?...- pogania reżyser.- Szybciej, szybciej..

Na razie oglądamy prawie gotową scenografię Wojciecha Stefaniaka. Będzie dużo drzwi, dwa piętra, kanapa...Kompletny banał ale zasadny. Będzie dużo biegania po schodach.

- Sztuka fitness - wszyscy schudniemy - żartują aktorzy.

- Gram inspicjenta Tima - mówi nam Marek Braun. - Jest pomagierem, wszystko na jego głowie, jeśli chodzi o techniczną stronę. Ale są sytuację, że musi sam wejść na scenę i zagrać jako aktor. W sumie - sztuka śmieszna, dobrze napisana...Najpierw jest spektakl a potem wszystko dzieje się "od tyłu": czego nie widać.


Natalia Rzeźniak wystąpi na radomskiej scenie po raz pierwszy.

- Gram postać aktorki, która wciela się w jedną z postaci. To kiepska aktorka, niezbyt mądra, niezbyt atrakcyjna, zakochana w sobie a przede wszystkim - w reżyserze. I przekonana o swoim wielkim talencie...Ale jest bardzo zabawna i śmieszna.

-To dzięki mojej postaci powstaje cała intryga: mówi Patrycja Zywert. - Powstaje, bo ona sponsoruje ten spektakl. Czy widz się ubawi? Mam nadzieję. Acha, co jeszcze ważne! Jest to sztuka o drzwiach i sardynkach, wejściach i wyjściach... Sardynki wchodzą i sardynki wychodzą! Dlaczego? Trzeba przyjść na spektakl i samemu zobaczyć.


Tomasz Dutkiewicz , reżyser sztuki:

- To naprawdę genialna farsa. W pozornie nieciekawą fabułę wpisane jest prawdziwe szaleństwo. Widz przygląda się trzem sytuacjom scenicznym z dwóch stron - od kulis i z widowni. Dzięki temu zabiegowi, oprócz granego "właściwego" spektaklu, oglądamy równolegle biegnące i - jak się okazuje - o wiele ciekawsze "przedstawienie" z udziałem tych samych bohaterów, tym razem w całkowicie prywatnych rolach. Czyli wszystko to, czego nie widać.

 

Barbara Koś
"Echo Dnia" 4.10.2011