To było ogniste przedstawienie!

07.05.2013

 

„Prochem jesteś i w proch się obrócisz" - bardzo sugestywnie przypomina swoim spektaklem Janusz Wiśniewski, autor tekstu i reżyser „7 lekcji dla zmarłych". Jeśli głównym celem sztuki było wstrząśnięcie widzem to plan został zrealizowany nie w 100 ale wręcz w 150%. Przedstawienie przytłacza ogromem smutku i bólu, jaki, dosłownie, krzyczy do widza ze sceny. Ale czy nie ma żadnego pocieszenia?

Spektakl składa się jakby ze strzępów tekstów z różnych epok, można usłyszeć m.in. pogłosy starożytnych tekstów jak choćby „Odyseja" czy Biblia, ale także takich autorów Eliot, Rilke czy Pawlikowska-Jasnorzewska. Nagromadzenie różnego rodzaju tekstów kultury europejskiej, liczne odwołania do tradycji różnych epok sprawiają, że sztuka wręcz kipi odwołaniami, aluzjami i symboliką. To sprawia, że każdy może odczytać przedstawienie na swój sposób, każdy może zobaczyć w nim coś innego. I na pewno obejrzenie „7 lekcji dla zmarłych" tylko jeden raz nie odkryje przed nami całej prawdy o tej sztuce.

Trwoga, żal, bezsens życia, bezbrzeżny smutek, poczucie niespełnienia, samotność - to przede wszystkim te słowa jako pierwsze przychodzą na myśl, gdy się ogląda przedstawienie Janusza Wiśniewskiego. Duże wrażenie robią motywy wanitatywne przypominające o znikomości ludzkiego życia, jak ogień świecy, który jest ulotny jak nasze życie, czy ludzka czaszka. Jednak szczególne wrażenie wywołuje kontrastowe zestawienie panny młodej ze smutkiem, z nieszczęśliwą i niespełnioną miłością czy, chyba najbardziej uderzające, z samobójczą śmiercią. Sztuka bez ogródek uświadamia nam, jak cienka jest granica między życiem a śmiercią, między radością a smutkiem, czy między żywymi ludźmi a zjawami. Nieoglądane dotąd w radomskim teatrze efekty specjalne z pewnością są dodatkowym plusem, a muzyka, której kompozytorem jest Jerzy Satanowski, to prawdziwa wisienka na torcie.

Aktorzy mieli niełatwe zadanie. Stworzyli postaci, które, mimo swojej ulotności, czasem groteskowości czy wyolbrzymieniu cech, są przekonujące. W spektaklu można zobaczyć m.in. Danutę Dolecką, Izabelę Brejtkop, Patrycję Zywert, Natalię Rzeźniak-Pospieszalską, Piotra Kondrata, Adama Majewskiego czy Krzysztofa Chudzickiego. Duże brawa!

Przedstawienie nie jest długie, trwa zaledwie godzinę, ale czy ktoś dłużej wytrzymałby takie napięcie nerwów i taką dawkę smutku i bólu? Ostatecznie człowiek zastanawia się - czy wszystko jest „marnością nad marnościami"? Czy życie to tylko niekończący się powrót do przeszłości, bezkresny ból, która zmusza nas do krzyku? Może choć duszę uda się ocalić...

 

Klaudia Kornacka

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X