W uszach brzmi wesołe: mazel tov!

12.01.2011

 

Anatewka. Tradycja?

Zapewne większość z nas kojarzy słynne wykonanie "Skrzypka na dachu", ale nie każdy musi znać historię głównego bohatera i innych Żydów mieszkających w biednym rosyjskim miasteczku - w Anatewce. Niezwykle interesująco przedstawił ich sytuację reżyser Maciej Korwin na deskach Teatru Powszechnego, w spektaklu, który grany jest w Radomiu (z ogromnym powodzeniem frekwencyjnym!) już przez dwa lata. Twórcy przedstawienia nakreślili barwny obraz życia, mimo dużej ilości szarzyzny i problemów dnia codziennego, zarejestrowali szeroką gamę dźwięków, ludzkich uczuć, mimo ciągle brzmiącego "fałszywego" tonu...

Tym, co przede wszystkim może się podobać od początku do końca, są umiejętnie skonstruowane i wykonane sceny zbiorowe. W każdej zauważa się wszystkich aktorów. Razem tworzą charakterystyczną grupę, a osobno opowiadają historie różnorodnych życiowych zdarzeń. Zostali stworzeni według indywidualnych wzorów w tłumie podobnych sobie ludzi. Wśród plotkujących kobiet prym wiedzie swatka (w roli Jenty Joanna Jędrejek), wśród uznawanych mężczyzn - rabin (Włodzimierz Mancewicz), nie tylko z racji zajmowanego stanowiska przewodnika duchowego. Postać niskiego brodatego staruszka wzbudza sympatię widzów mimo nielicznych, ale zabawnych sądów.

Główny bohater (Witold Szulc) w roli mleczarza zasługuje na szczególne uznanie. Podczas jego partii ze sceny "biło" szczególne ciepło - delikatny uśmiech, łagodne spojrzenie, no i jego nadzwyczaj pobłażliwe usposobienie czynią go najwspanialszym ojcem, przynajmniej wśród mieszkańców tego małego miasteczka. Zgodnie z tradycją chce zadbać o właściwe wydanie córek za mąż, ale życie szybko weryfikuje jego plany. Panny same wybierają sobie mężów, co nie godzi się z dotychczasowymi zwyczajami. Jednak Tewie jako wyrozumiały ojciec dwóm najstarszym córkom zezwala na ślub, ale wybranka Chawy nie może zaakceptować ze względu na jego rosyjskie pochodzenie.

Poczynania bohaterów ogląda się z dużym zainteresowaniem nie tylko ze względu na odmienność kulturową, ale przede wszystkim na sytuacje, jakich zapewne doświadcza na co dzień każdy z nas. Charakterystyczna jest scena wesela najstarszej córki Tewiego, podczas której zniesiono zakaz tańca kobiet z mężczyznami. Niewątpliwie jednym z bardziej widowiskowych momentów był układ młodych mężczyzn zatańczony z butelkami na głowie - perfekcyjne wykonanie (brawo dla choreografa!).

Tym, co idzie w parze z tańcem, jest oczywiście muzyka i śpiew. Zbiorowo wykonane utwory potęgują wrażenie wzruszenia i choć chwilowego zjednoczenia się z przeżyciami bohaterów. Niewątpliwie największe emocje wzbudza wykonanie przez Tewiego wiecznie żywego muzycznego marzenia - Gdybym był bogaty. Mleczarz zastanawia się, co szkodziłoby Bogu uczynić go bogatszym. Charakterystyczne w budowie spektaklu są krótkie wypowiedzi Tewiego, będące swoistą rozmową ze Stwórcą, najczęściej zakończone zabawną puentą.

Scenografia na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia skomplikowanej budowy, ale stanowi niewątpliwie dopasowane tło, którego jedynym budulcem (oczywiście w zasięgu oka widza) jest po prostu drewno. Za sprawą scenerii jej autor chciał zapewne podkreślić biedę mieszkańców Anatewki, jednocześnie ich zwyczajne i nieskomplikowane życie. Pewna regularność kształtów oddających charakter domów może świadczyć o takież samej regularności zamieszkujących je ludzi.

Choć zakończenie musicalu nie jest pozytywne - Żydzi zostają zmuszeni do opuszczenia Anatewki - widz wychodzi z teatru prawie jak w nirwanie, ponieważ w uszach nadal brzmi wesołe: mazel tov!

Diana Tomaszewska
Teatralia Radom
7 stycznia 2011

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X