Ważna premiera na zakończenie sezonu

20.06.2011

 

Teatr Powszechny w Radomiu premierą "Uliczna ballada" zainaugurował obchody 35-lecia "wydarzeń radomskich". Ciekawy pomysł, interesująco przełożony na scenę przez reżysera Andrzeja Sadowskiego.

Do zbudowania scenicznej rzeczywistości posłużyły mu: tekst Teresy Opoki, pisarki związanej z Radomiem oraz archiwalne materiały dotyczące wydarzeń pamiętnego czerwca '76.

Może na początku przypomnijmy sobie, co znaczy ta data dla historii wolnej od komunizmu Polski: wówczas to przez Polskę, począwszy od Radomia, przeszła fala protestów oraz strajków robotników niezadowolonych z podwyżek cen żywności. Strajkowano w ponad stu zakładach na terenie całego kraju, ale to z Radomia wyszedł ten pierwszy impuls do czynnego działania, zachęta do wyrażenia niezadowolenia z poczynań władzy, akcja, mająca na celu obronę godności człowieka i jego pracy. Zamieszki odbywały się na ulicach całego miasta, robotnicy, skandując hasła, szli przez Radom domagając się ustąpienia od ogłoszonych wcześniej podwyżek cen. Rezultatem strajków były represje robotników przez władze komunistyczne: zwolnienia z pracy, zakaz pracy w innych zakładach, aresztowania, prześladowania i przesłuchania. Ci, którzy wzięli udział w protestach nie mieli już zaznać spokoju dnia codziennego.

Jednego z takich ludzi portretuje i upamiętnia „Uliczna ballada". To Andrzej (w tej roli Wiktor Korzeniowski), robotnik z Radomia, który w 76 roku wpadł w wir zamieszek. Był młody - miał 27 lat, właśnie urodziła mu się córeczka, Kasia. Nie zadowalała go ciężka praca ponad normę i marne wynagrodzenie w zamian. Podwyżka cen podstawowych artykułów żywnościowych przepełniła czarę goryczy - wraz z innymi robotnikami wyszedł na miasto strajkować. Kiedy strajki zostały zduszone, Andrzeja nie ominęły aresztowania i przesłuchania. Maltretowany przez prześladowców, w wieku 29 lat popełnił samobójstwo.

Historia Andrzeja (a właściwie ducha Andrzeja) nie jest jedyną, jaką słyszymy tego wieczoru. W jej nurt zostają wplecione trzy inne, powiązane ze sobą opowieści. Równolegle do monologu Andrzeja prowadzony jest monolog jego dorosłej już córki Andrzeja, Kasi, symultanicznie dzieją się sceny z udziałem pani Lodzi i Ani. Pani Lodzia (Danuta Dolecka) to, żyjąca komunistyczną przeszłością, kobieta po osiemdziesiątce. Jej myśli i słowa zatopione są w tamtych czasach, albowiem żyło jej się wówczas bardzo wygodnie - mąż był wysoko postawionym pracownikiem milicji. Obecnie wdowa znajduje się w przełomowym momencie swojego życia - wyprowadza się do domu spokojnej starości. Nie jest jednak zadowolona. Wciąż narzeka na politykę państwa, które rozlicza się z komunistyczną przeszłością - chcąc nie chcąc, dotyka ją to osobiście. Swoje „mądrości" kieruje w stronę Anny (Joanna Jędrzejek), zaprzyjaźnionej z nią kosmetyczki, która odwiedza panią Lodzię raz na jakiś czas. I ona - na wzór wszystkich bohaterów - nosi w sobie niedobrą pamięć tamtych czasów - jej kobiecość została zbrukana przez funkcjonariuszy w jednym z radomskich aresztów.

Andrzej, Kasia i Anna - wszyscy troje zostali źle doświadczeni przez komunizm. Tylko pani Lodzi żyło się dostatnio. Czy przyjdzie jej kiedyś za to zapłacić? Okazuje się, że tak. I wcale nie wymiar sprawiedliwości ją ukaże, ale życie - dom spokojnej starości okaże się klitką, do której nie będzie mogła zabrać nawet ukochanego psa.

Wszystkie trzy opowieści nachodzą na siebie. Monolog Andrzeja przeplata się z dialogami Lodzi i Anny choć ich światy funkcjonują na zupełnie różnych płaszczyznach. Dlatego też i scena została podzielona na dwie części - jej prawa strona należy do świata Andrzeja, lewa jest domeną Lodzi. Przeszłość, w której tkwi Andrzej, oddziałuje wciąż na teraźniejszość, gdzie przebywają Lodzia, Anna i Kasia. Świat Andrzeja-ducha to krzesło i lampka przywodzące na myśl pokój przesłuchań. Historię relacjonuje, siedząc na krześle. O tym, że Andrzej nie jest już wśród żywych świadczy jego śmiertelnie blada twarz oraz krew na ubraniu. Świat kobiet to świat nam współczesny - wnętrze mieszkania sugerują stół, krzesła i bibeloty.

Za plecami bohaterów rozpościera się biała ściana, pełniącej także rolę ekranu. W części, która należy do Andrzeja wyświetlane zostają archiwalne zdjęcia i filmy, będące świadectwami tamtych dni. W parze z materiałami wizualnym idą nagrania dźwiękowe - przemówienia ówczesnego I Sekretarza KC Edwarda Gierka i innych funkcjonariuszy partii. Za plecami Lodzi i Anny pojawia obraz internetowej mapy, która pokazuje ulice Radomia, bloki, miejskie bramy itp.

Interesującą formę przybrał świat Kasi (Karolina Łękawa) - ma on charakter swoistego performensu. Bohaterka prowadzi monolog zewnętrzny, inicjuje głośne pisanie listu do swego nieżyjącego ojca, wypisuje po białych ścianach niezgrabne zdania, wyciera je rękawem, pisze raz jeszcze. Na środku sceny stoi mikrofon na statywie - Kasia wykorzysta go, by zaśpiewać piosenkę, wyrecytować zdanie. Z boku leży kamera - to za pomocą niej Kasia będzie rejestrować emocje bohaterów. W dalszej części spektaklu obydwa światy zostaną połączone - również za pomocą Kasi.

Spektakl pod względem aktorskim przebiega sprawnie. Emocje budzi zwłaszcza monolog Andrzeja w wykonaniu Wiktora Korzeniowskiego. Zastosowane przez reżysera eksperymenty tekstowe polegające na ciągłym rozbijaniu narracji nadają wszystkim trzem opowieściom pewnej lekkości. Symboliczność przestrzeni i performatywny charakter działań Karoliny Łękawy sprawiają, że aktywność widza wciąż jest pobudzana, że nie pozwala mu się skupić na jednym wątku.

Dyrektor Teatru Zbigniew Rybka nie jest radomianinem, ale jak widać teraźniejszość tego miasta i jego historię traktuje z należytą powagą i zrozumieniem. Na popremierowej lampce wina zgromadził ludzi, dla których fakt powstania tego przedstawienia ma znaczenie trudne do przecenienia i posiada wyraz symboliczny, ponieważ Radom poniósł wielką ofiarę determinacji i odwagi swoich obywateli. Został bowiem w pewnym sensie przez komunistyczne władze „wyklęty" i przez szereg lat, podobnie jak jego aktywni mieszkańcy prześladowany i pomijany w dotacjach, inwestycjach i planach rozwojowych, a przecież po wydarzeniach z '76 roku powstał Komitet Obrony Robotników i Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO). Uważa się też, że radomskie wydarzenia rozpoczęły epokę solidarnościową i jego mieszkańcy mogą czuć się jej współtwórcami. Dlatego inicjatywa Zbigniewa Rybki w postaci przygotowania spektaklu jest tak ważna z punktu widzenia miasta i radomskiej społeczności.

„Uliczna ballada" w reżyserii Andrzeja Sadowskiego to rodzaj hołdu złożonego tamtym czasom i ludziom, którzy, walcząc o godniejsze życie, często słono za tę walkę płacili. Cieszy fakt, iż Teatr Powszechny w Radomiu jako jedna z pierwszych instytucji w mieście postanowiła uczcić 35-lecie tych ważnych dla Radomia, ale i całej Polski wydarzeń. Znaczy to, że Teatr jest miejscem, które widząc społeczne zapotrzebowanie na poruszanie tego typu tematów wychodzi mieszkańcom naprzeciw. A w dodatku robi to porządnie, na czas i na dobrym poziomie artystycznym.

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny
13 czerwca 2011