Wspomnienia młodego Witolda

05.12.2012



Wszystko było jak złośliwa karykatura. Moja rodzina, moja «sfera» socjalna - napuszone, wypieszczone, wydelikacone. Społeczeństwo, naród, państwo - wrogowie. Wojsko - koszmar. Ideały, ideologie - frazesy. A najgorszy, najbardziej sztuczny i pretensjonalny byłem ja sam - każde słowo wypadało mi nie tak, jak chciałem, każdy gest był skażony(...) - pisał Witold Gombrowicz we "Wspomnieniach polskich". Świat stawał mi się niemożliwy... - dodawał autor "Ferdydurke".

"Wspomnienia polskie" to niezwykły tekst Gombrowicza. Niezwykły dlatego, bo niezwykły jest w nich... sam autor. Zdecydowanie różni się od Gombrowicza z "Dzienników", "Transatlantyku" czy "Pornografii". Jest tu bardziej liryczny, nieco skromniejszy („nie popisuje się" wiedzą na temat świata), bardziej szczery (mniej prześmiewczy?) w stosunku do odbiorcy. Bo "Wspomnienia..." to seria krótkich (15-minutowych) felietonów radiowych, napisanych na zamówienie Radia Wolna Europa w latach 1959-1961, którym Gombrowicz nadał gawędziarski, oralny styl (w zamyśle nie były one przeznaczone bowiem ani do lektury, ani tym bardziej do wystawienia na scenie). Dzięki lżejszej formie Gombrowicz pozwolił sobie w nich również na bardziej osobisty ton - wspomina swoje dzieciństwo i młodość, pisze o dojrzewaniu w międzywojennej Polsce, przywołuje swoją szlachecką rodzinę, burzliwe lata szkolne czy pierwsze próby pisania. We "Wspomnieniach..." pisarz powraca również pamięcią do Polski sprzed 1939 roku - kreśli „zjadliwie ironiczny portret Polski", na punkcie której miał niewątpliwie obsesję, ale raz po raz, mimochodem, wtrąca także pozytywne spostrzeżenia na temat opuszczonej ojczyzny („Miała też świetne zalety - choć w innym gatunku - dobroć, szlachetność, prawość, inteligencję (...)"). W tych felietonach Gombrowicz wspomina ziemię rodzinną dokładnie dwadzieścia lat po swoim wyjeździe z kraju.

Radomskie "Wspomnienia polskie" to polska prapremiera. Tekst zaadoptował na scenę i wyreżyserował Mikołaj Grabowski - znawca Gombrowicza i jeden z jego najważniejszych teatralnych inscenizatorów. "Wspomnienia..." pod ręką Grabowskiego nabrały cech kabaretu połączonego z osobistą, poważną refleksją.

Każdy z siódemki aktorów (Wojciech Wachuda, Janusz Łagodziński, Maria Gudejko, Joanna Jędrejek, Karolina Łękawa, Wiktor Korzeniowski i Jarosław Rabenda) kolejno wciela się w osobę Gombrowicza. Są w różnym wieku, w różny sposób podają tekst, różnie interpretują słowa i intencje Gombrowicza. Wszystko jest tu dozwolone - nie ma jednej, właściwej, narzuconej myśli. Gombrowicz nie zamknął się w słowie, zdaniu, idei - aktorzy też tego nie czynią. Są mobilni, dynamiczni, ekscentryczni. Są tacy jak Gombrowicz właśnie. Próbują wyzbyć się pewnej dozy sztuczności, jakiejś pozy. Walczą z Formą. Przeciwstawiają się ziemiańskiej tradycji, sztuce dobrego wychowania, odtwórczemu obowiązkowi szkolnemu, modelowi kariery, wreszcie - powszechnemu rozumieniu słowa ‘patriotyzm' (i zaciąganiu się do wojska „ku chwale ojczyzny"). Radomscy aktorzy grają wybornie - są wiarygodni. Z jednej strony ironiczni, zapalczywi, do cna krytyczni, z drugiej - refleksyjni, subtelni, zabawni... Po prostu: Gombrowiczowscy.

Kilka scen zasługuje na szczególne uznanie: dyskusja o błocie czy belferski duet słowny to perełki aktorskie. Także monologi Janusza Łagodzińskiego (zwłaszcza finałowy z rakietą tenisową w ręku) pozostają na długo w pamięci. Aktorzy bez kompleksów podeszli do tego zadania i poradzili sobie z nim koncertowo. Chapeau bas!

Teatralnie Grabowskiemu udało się zachować świetne proporcje - "Wspomnienia polskie" wydają się lekkie i zabawne (raz po raz publiczność wybucha śmiechem), ale jednocześnie zmuszają do refleksji, bo są tu rozważania dokładnie w stylu Gombrowicza - gorzkie, zjadliwe, ostre - więc początkowy śmiech zamiera na ustach...

Grabowski ma rękę do Gombrowicza - to pewne, a "Wspomnienia polskie" są tego świetnym przykładem. To mądry i inteligentny spektakl. Lepszej inauguracji X Międzynarodowego Festiwalu Gombrowiczowskiego być nie mogło!

Paulina Borek-Ofiara
Internetowy Magazyn „Teatralia" numer 37/2012
5.12.2012