Żądza "Władzy"

18.02.2016

 


Akcja sztuki, którą Pan przygotowuje, dzieje się w połowie XVII wieku, czyli w początkach władzy Ludwika XIV. Wydaje się to materiał niełatwy, nieoczywisty, jeśli myśli się o potencjalnym widzu - taki tekst może okazać się trudny.

Myślę, że nie, dlatego że widz lubi filmy kostiumowe, historyczne, historie z epoki płaszcza i szpady. Nick Dear, autor tego tekstu, współczesny angielski dramaturg, nieprzypadkowo wybrał sobie za miejsce akcji połowę XVII wieku i moment, w którym młody, dwudziestoparoletni Ludwik XIV dochodzi do władzy i zaczyna tworzyć własne państwo. Kontekst historyczny tej sztuki jest oczywiście tylko pretekstem do opowiedzenia historii dużo bardziej uniwersalnej niż po porostu pewien epizod z epoki, która dla widza jest oczywiście atrakcyjna wizualnie. W tamtym czasie zmieniała się moda, tworzył się francuski haute couture, powstała pierwsza szkoła baletowa i wielka szkoła baletu francuskiego, wtedy zaczęto budować Luwr. Dla Francji i europejskiej kultury, dzisiaj nazwalibyśmy to raczej popkulturą, to był czas zupełnie niezwykły. Jako pewien obraz, pewien kostium historyczny jest to oczywiście niezwykle atrakcyjne dla aktora i widza, a za tym kryje się historia władzy, bo tytuł tego spektaklu, a zarazem dramatu, nieprzypadkowo nie brzmi „Ludwik XIV", a „Władza".


To jedno słowo, a wiele mówiące - bardzo sugestywne.

Tak, taki jest tekst i takie staramy się zrobić przedstawienie. Chcemy mówić o tym, że jakby się nie zmieniały kostium czy historia, to człowiek zawsze chce o władzy na bardzo różnych poziomach. Czasami marzymy, żeby mieć władzę nad swoją żoną. Rodzice pragną mieć władzę nad swoimi dziećmi, nauczyciele nad uczniami, politycy nad swoimi wyborcami, a król nad poddanymi. Te poziomy władzy są niewyczerpywalne i fascynujące jest badanie tego od strony psychologicznej, od strony duszy człowieka. Jak bardzo ma on w swojej naturze zakorzenioną potrzebę bycia pierwszym, najlepszym i potrzebę podporządkowywania sobie innych? Nierzadko zdarza się tak, że to się źle kończy. Ta przemożna potrzeba władzy często nas gubi i powoduje, że przestajemy dostrzegać ludzi, a widzimy przedmioty, już nie zauważamy bliskich, a widzimy jedynie obiekty pożądania, nie cieszymy się życiem, a myślimy tylko o tym, jak zarobić pieniądze, a najlepiej żeby to było jeszcze dużo i szybko. Poprzez to wszystko tracimy ludzką twarz i samych siebie, stajemy się coraz bardziej samotni i coraz bardziej zakłamani.

To wszystko zamknięte jest w tym tekście?

Tak, bo to jest sztuka o władzy, ale też o kłamstwie i o tym jak ludzie w pewnym momencie przestają ze sobą rozmawiać w sposób otwarty. Wszystko, co mówią, jest nacechowane jakimś podtekstem. Ten tekst uświadamia, że ciągle siebie oszukujemy, że jak zaczynamy to robić, to jednocześnie okłamujemy też ludzi wokół nas. Ta gra pozorów i kłamstw jest tematem tej sztuki, ale też tematem dzisiejszego życia, bo przecież żyjemy w świecie, w którym ciągle kogoś udajemy, bardziej wydajemy się niż jesteśmy, a o to jest niebezpieczne. Właśnie o tym też jest ten tekst, i o tym robimy przedstawienie. Towarzyszy temu oczywiście dość interesująca, atrakcyjna dla widza historia. Mamy wątek thrillera politycznego o tym, jak się przejmuje władzę i jak się o nią walczy, więc są i piękne kobiety, i wątki romansowe. Jest wątek kryminalno-polityczny, więc wszystko, co niezbędne to tego, żeby rzeczy poważne, o których wspomniałem, mogły być przekazane w sposób atrakcyjny - a to we współczesnym dramacie jest ważne.

To, o czym Pan mówi, czyli spiski, układy, ale też intrygi o podtekście seksualno-erotycznym, można bez trudu znaleźć w scenariuszu. Wszystko, co jest dzisiaj aktualne - co właściwie jest aktualne zawsze.

„Władza" jest tekstem aluzyjnym, których dzisiaj mamy już niewiele, a ten jest rzeczywiście bardzo dobrze napisany. Stanowi pewną krzyżówkę, którą widz ma rozwiązać. Oprócz tego, że śledzi on perypetie bohaterów - kogoś lubi, kogoś nie, z kimś się identyfikuje lub nie - to przy okazji rozwiązuje pewien rebus, w którym za postaciami kryją się inne postacie czy nazwiska, które znamy, które nas otaczają. Żyjemy w określonym kontekście, a ten tekst w kontekście dzisiejszego świata jest ważny i dobrze, że go w tej chwili robimy.

Było w tym tekście coś konkretnego, co Pana przekonało, może upewniło, że właśnie nad nim chce Pan pracować?

W tym wypadku wybraliśmy tekst razem z dyrektorem teatru. Jest on niełatwy, ale też dzięki niemu ja poznaję aktorów, a oni mnie. Ta praca jest rzeczywiście bardzo ciekawa. Zawsze wybieram tylko te teksty, które mnie emocjonalnie dotykają. To znaczy, że nie interesują mnie te, które są wyłącznie atrakcyjne, bo to jest dla mnie za mało. Muszę znaleźć coś, co mnie jako człowieka boli, dotyka, drażni, bo tylko wtedy to może dotykać i drażnić aktorów, a w rezultacie w jakiś sposób poruszać publiczność. Głównym zadaniem teatru jest, może nie bulwersować, ale dotykać widza, zadawać pytania. Im te pytania trudniejsze, im bardziej niewygodne, tym lepiej, bo po nie też widz do teatru przychodzi - nie tylko po rozrywkę, ale po to, żeby wejść w dialog, rozmawiać o świecie, który go otacza, w którym żyje. Oczywiście tekst zawsze wybiera się, biorąc pod uwagę zespół, a patrząc na to, jakich macie aktorów, pomyślałem, że rzeczywiście warto zrobić „Władzę", bo jest ją kim zagrać - to niezmiernie ważne.

À propos pytań zadawanych w spektaklu. W moim przekonaniu im więcej stawia, pozostawia ich widzowi spektakl, tym dłużej pozostaje w pamięci.

Tak, to wiadomo. Widz ma to do siebie - nie wyłączam tu siebie - że bardzo lubi proste historie. Ja też czasami lubię przeczytać prostą książkę albo obejrzeć film, który daje mi odpoczynek i nic więcej. Chodzi po prostu o dobrą rozrywkę. Natomiast jako reżyser bardzo lubię, kiedy ta rozrywka łączy się z poważniejsza rozmową o rzeczywistości, o świecie i o nas, a „Władza" to jest właśnie taki tekst, który to daje. Mam nadzieję, że jakieś pytania rzeczywiście trafią do publiczności. Bardzo się w tej chwili staramy, żeby zrobić atrakcyjne przedstawienie, ale bez schlebiania gustom publiczności, bo tego robić nie wolno.

Wnosząc z „Operetki" w Pańskiej reżyserii, która wygrała ostatni Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski, myślę, że spektakl będzie robił ogromne wrażenie. Pokuszę się o stwierdzenie, że „Operetka" zrobiła niezapomniane.

To są bardzo różne przedstawienia. Spektakl z Teatru Narodowego w Budapeszcie, który mieliśmy okazję tutaj pokazać, to było ogromne przedsięwzięcie. „Władza" jest kameralnym przedstawieniem, ale myślę, że nie wielkość spektaklu decyduje o jego sile. Jestem niedawno po premierze „Wujaszka Wani" w Warszawie, bardzo kameralnej, skupionej na człowieku sztuce, po której nie ma osoby, która by nie płakała - faceci po prostu ryczą jak bobry. To ma miejsce w Warszawie, która jest dość kapryśnym miastem, a na dwa miesiące na przód nie ma biletów. Na Czechowa, nie na komedię. To świadczy o tym, że ludzie potrzebują poważnej rozmowy i poważnego traktowania ich w teatrze, a oprócz rozrywki oczekują także rozmowy na istotne tematy. Wiadomo, że jakby tak człowieka męczyć cały czas poważnymi tematami, to byłoby nie do wytrzymania. W tym właśnie tkwi siła tekstu „Władzy", że jest materiałem, który łączy atrakcyjną formę, atrakcyjny wizualnie obraz, z mówieniem o rzeczach poważnych, chociaż znajdziemy tam i humor, dowcip, wiele zabawnych momentów, ale też wiele rzeczy, z którymi widz może się identyfikować - oczywiście w zależności od jego wieku i doświadczenia.

Kogo zobaczymy w obsadzie?

W głównej roli Jarosława Rabendę, który gra Fouqueta. Colberta zagra Łukasz Węgrzynowski, Ludwika XIV, czyli zdobywcę tytułowej władzy - Łukasz Stawowczyk, a w roli jego brata, Filipa, mamy Karola Puciatego. Ich matka, królowa to Izabela Brejtkop. Natomiast w żonę Filipa wciela się Maria Gudejko, a w młodą piękną Luizę - Aleksandra Przybył. To wszyscy bohaterowie tej historii.

Proszę powiedzieć coś o oprawie scenicznej - o kostiumach i dekoracjach. Wszystko będzie w epoce czy niekoniecznie?

Nie wszystko będzie zrobione w epoce, bo też nie takie jest nasze zadanie. Razem z Anitą Bojarską, która robi kostiumy i scenografię, zaplanowaliśmy to trochę inaczej. Wymyśliliśmy jedną przestrzeń, która się transformuje. Opowiadanie o tym jest dosyć trudne, bo w teatrze przestrzeń zawsze ma swoje znaczenie psychologiczne i jest światem, w którym bohaterowie żyją. To trzeba będzie po prostu zobaczyć. Natomiast kostiumy częściowo są wzorowane na epoce, ale też na największych francuskich modelierach, więc są w nich cytaty z Armaniego, Diora, de la Renty, Lagerfelda - są wplecione różne elementy, tak żeby były rzeczywiście atrakcyjne. Szczególnie, że jak wspomniałem, połowa XVII wieku to był świat, w którym ludzie uwielbiali się ubierać i bawić kostiumem, więc oczywiście staramy się zrobić tak, aby oko widza miało się czym cieszyć, bo myślę, że teatr to także forma, więc nad tą formą także pracujemy. To wszystko uzupełni muzyka Piotra Salabera - też nie z epoki. Jest lekko wzorowana na baroku natomiast tak naprawdę idzie w stronę jazzowych improwizacji. Łączymy różne epoki, style, charaktery i myślę, że to da bardzo fajną mieszankę.

Z myślą o jakim widzu robi Pan ten spektakl?

Nie wybieram sobie publiczności, ale zawsze staram się robić przedstawienie dla widza wrażliwego. To wszystko. Nie wymagam od widza znajomości historii, bo to bez sensu, choć akurat we „Władzy" mamy do czynienia z epoką, którą, jak się okazuje, młodzi ludzie całkiem nieźle znają. Przynajmniej po dwóch filmach, które pojawiły się w ostatnim czasie: „Król tańczy" rozgrywa się dokładnie w tej samej epoce, a słynny film z Depardieu - „Vatel" - jest o kucharzu królewskim, o którym mówi się też we „Władzy". Dla osób lubiących chodzić do kina, czy w ogóle interesujących się szeroko pojętą kulturą, to wbrew pozorom rzeczy znane i dość dobrze rozpoznawalne, ale też jeśli do teatru przychodzi ktoś, kto się takimi rzeczami nie interesuje, to też nie problem - widz ma emocjonalnie odbierać spektakl. Chciałbym, żeby przedstawienie bawiło, smuciło, wzruszało, dotykało, denerwowało. Wtedy wiem, że wypełniliśmy swoją rolę, bo teatr to coś, co można odbierać na bardzo różnych poziomach - są rzeczy prostsze i trudniejsze, ale każdy z widzów może znaleźć swój poziom, na jakim on chce danego wieczoru i w danym momencie odbierać przedstawienie.

To duża sztuka w ten sposób skomponować spektakl.

Nie jest to łatwe, ale po to mamy czas na próby i myślenie nad tym tekstem, żeby był rzeczywiście, nie powiem „dla każdego", bo takich spektakli nie ma, ale przynajmniej dla szeroko pojętego widza, który potrzebuje wzruszeń i emocji.

rozmawiała Agnieszka Wojciechowska
"OK!Magazyn", nr 1/2016, s. 44-46

 

NA PREMIERĘ "WŁADZY" ZAPRASZAMY PAŃSTWA JUŻ 18 MARCA!