Znakomity początek sezonu w Teatrze Powszechnym

13.09.2015

 

Sztukę "Bóg mordu" Yasminy Rezy zaprezentował w piątek na scenie Kotłownia Teatr Powszechny. Koncertowa gra czwórki aktorów to główny atut pierwszej w nowym sezonie premiery.

O czym jest sztuka? A o tym, co śpiewała onegdaj Irena Kwiatkowska w "Kabarecie starszych panów": "Gdy życie zdarło z faceta już maskę, gdy mu fasada rozpada się z trzaskiem, gdy zza niej wyjrzy jak dupa z pokrzywy pysk zły i obrzydliwy i pryśnie cały blef..."

Dwaj chłopcy: Frederic i Daniel pobili się w parku i Daniel stracił dwa zęby. Rodzice Daniela zapraszają do siebie rodziców Frederica, by wyjaśnić i ostatecznie zakończyć tę niezbyt przyjemną sytuację. Mama Daniela spisała nawet oświadczenie o bójce, by tym wyważonym pismem sfinalizować incydent. Nic dziwnego - obie małżeńskie pary są ludźmi na poziomie, kulturalnymi, pełnymi taktu.

Ale od słowa do słowa atmosfera się zagęszcza. A kiedy jeszcze podgrzeje ją pyszny rum, fasada rozpada się z trzaskiem, pysk jest zły i obrzydliwy, "Ę", "Ą" pryska tak jak cały blef. Stanowczo lepiej bohaterowie prezentowali się w maskach.

Rodzice Daniela - państwo Houille - Izabela Brejtkop i Marek Braun to nader przyzwoici ludzie. Ale zza maski pani Houille w blond dredach (jest miłośniczką Afryki, a siebie określa jako "pisarkę") wyłania się kobieta apodyktyczna, despotyczna, absolutnie pewna swoich racji. Izabela Brejtkop fenomenalnie pokazuje przemianę swojej bohaterki. Marek Braun jako pan Houille nie rości sobie aż takich wielkopańskich "fumów": jako właściciel hurtowni sprzętu AGD bardziej jest oblatany w rodzajach muszli klozetowych niż dobrych manierach. Lecz i on jednak na początku pokazuje swą ogładę.

Ma za to super (zawodową) ogładę ojciec Frederica, pan Reille. Adwokat. W tej roli Jarosław Rabenda to wzór doskonałości, sumienności, poczucia obowiązku. Nawet na minutę nie rozstaje się z komórką.

Ideałem godnym naśladowania jest jego żona Anette. Skromnie a elegancko uczesana Joanna Jędrejek, w czerwonej sukience, z czerwoną lakierowaną torebką i czerwonych szpilkach, w gustownych okularach (scenografia i kostiumy Zofia de Ines) wygląda tak, jak powinna wyglądać pani na stanowisku w firmie, którą nawet na prywatnym spotkaniu reprezentuje.

Lecz właśnie ona najbardziej podda się demonom psychicznej restrukturyzacji. Brawo! Ta aktorka dawno już nie miała tak genialnie zagranej roli.

I nie wiadomo właściwie, jak traktować tę kameralna, a jakże głęboką sztukę, którą reżyser, Krzysztof Babicki, skonstruował na scenie znakomicie.

Komedia? Są elementy. Farsa? Częściowo. Jakieś takie "Wesele"?- oto jacy jesteśmy. Dramat?

Chyba jako kpinę z "poprawności politycznej". Gombrowiczowskiej Formy. Bo właśnie spod Formy podlanej alkoholem wyłażą demony. To "Bóg mordu", który gdzieś tam w nas tkwi i wystarczy sprzyjający moment, aby wydobył się na zewnątrz. Ten "Bóg mordu", który godnemu ojcu rodziny każe pisać faszystowskie hasła w Internecie. Od tego boga zachowaj nas, Boże.


Barbara Koś
"Echo Dnia
12.09.2015