Image
Image
Image

(…) Publiczność radomska reaguje żywo i spontanicznie na wszystko to, co widzi i czego słucha. Zabawa? Tak, ale szydercza, zmuszająca widza do przyjrzenia się samemu sobie. To wielki sukces i autora, i reżysera, i aktorów.
(…) Przedstawienie ma niezwykłe tempo, składa się właściwie z serii „black-outów”, sytuacje zmieniają się błyskawicznie, trudno nadążyć za wątkiem dialogów. (…) W tym spektaklu nie ma nie tylko nieudanych epizodów – tu nie ma słabych ról. Cała czwórka: Halina Chmielarz, Małgorzata Jędruszczak, Stanisław Biczysko i Wojciech Magnuski – gra tak ekspresyjnie, z takim rozumieniem tekstu i postaci, że czujemy się niemal w środku chicagowskiego mieszkania, kawiarni, biura. Miał dobre wyczucie Wojciech Kępczyński, angażując młodych ludzi, którzy teatr pojmują jako najwyższe powołanie, zatracając się całkowicie w radości tworzenia czegoś i KOGOŚ bardzo dla nas znaczących.
Rytm spektaklu, jego tempo narzuca reżyser także przy pomocy muzyki kapitalnie przystającej do atmosfery i dramaturgii materii literackiej. Małgorzata Sapetto skomponowała scenograficznie wnętrze małej sceny niezwykle sugestywnie i funkcjonalnie: zanim zobaczymy aktorów, wchodzimy w środek atmosfery, osacza nas ona zewsząd.
(…) Wystawiając tę farsę, dyrekcja teatru i sam reżyser mieli wiele oporów natury moralnej, a chodzi głównie o warstwę językową, ściślej – obscena pada gęsto ze sceny. (…) Jest to bez wątpienia wyzwanie w stronę publiczności. I jest to jeszcze jeden dowód na to, że teatr jest wprawdzie świątynią sztuki, ale jest także miejscem czyszczenia i prześwietlania sumień, serc i rozumu.

Stanisław Mijas, Normalni dewianci, „Echo Dnia” 1992, nr 47 z dn. 6-8.03.

 

(…) W prawidłowym odczytaniu sensu sztuki, jej w sumie głęboko humanitarnej wymowy, pomógł widowni bardzo udany kwartet aktorski: Halina Chmielarz, Małgorzata Jędruszczak, Stanisław Biczysko, Wojciech Magnuski oraz sprawna reżyseria Marcina Sławińskiego. Wykonawcy, zwłaszcza Biczysko i Jędruszczak, wnoszą wiele pozytywnego do kanonu praktykowanego u nas aktorstwa.
(…) Gorzej ze spodziewaną perwersją. Jedyną, z jaką mamy do czynienia, to proces odmóżdżania homo sapiens przez cywilizację, którą on sam na swoje zmartwienie stworzył.

Klakier, Antyperwersyjne zażenowanie, „Życie Radomskie”, 7-8.03.1992.

 

(…) Jak wszystkie amerykańskie historie i ta daje sporo możliwości aktorom. I ta szansa nie została zmarnowana. Zespół gra dość równo (debiutantka Halina Chmielarz ma kilka słabszych momentów) i na całkiem przyzwoitym poziomie. W dodatku jest to historia opowiedziana bardzo sprawnie reżysersko. Doskonała scenografia – świat „miejsc przechodnich”, pokoi tuż przed przeprowadzką.
Jeden tylko – dość istotny – mankament: wszystko, do czego przekonują nas twórcy spektaklu jest po prostu oczywiste. (…) Co nie zmienia faktu, że spektakl jest naprawdę niezły i ogląda się go z dużą przyjemnością. To pierwsza taka, jeśli nie liczyć „Radosnych dni”, radomska realizacja od bardzo, bardzo dawna (zwłaszcza jeśli chodzi o poziom sztuki aktorskiej). Miejmy nadzieję, że teatr Wojciecha Kępczyńskiego utrzyma ten poziom.

Edyta Biernacka, „Goniec Teatralny”, 1992, nr 11 z dn. 16.03.

 

(…) Sztukę Mameta odważyły się wystawić tylko dwa teatry w Polsce, a – jak poinformował reżyser – trzy aktorki odmówiły zagrania w spektaklu. Czy znajdzie on uznanie w oczach radomian? Z pewnością tak. I z pewnością każdy z widzów zobaczy na scenie jedynie to, co zechce zobaczyć.
(…) Przedstawienie zbudowano na zasadzie stop-klatek, „uzupełnionych” znakomitą muzyką. Tempo scenek jest jednak nierówne, czasem się „rozłazi”. Różnie też można spojrzeć na warsztatowe umiejętności młodych wykonawców. Czasem miałam wrażenie, że nadmiernie spięci wewnętrznie (trudno wygłasza się bulwersujące teksty), grają „obok” scenicznych postaci. (…) Są więc sceny, które mogą się podobać (…). Ale są też sceny „przeszarżowane”.

Krystyna Kasińska, Jest to, co chcecie zobaczyć, „Dziennik Radomski” 1992, nr 5/162.

 

(…) „Perwersje” nie są sztuką z typową akcją, rozwijającym się dramaturgicznie fabularnym wątkiem. „Dzianie się” skupione zostało zatem w warstwie psychologicznej – przeżyć, doznań, reakcji, zachowań. Tym trudniejsze więc staje zadanie przed aktorami (…), wywiązali się z niego bardzo dobrze.
(…) O tym przedstawieniu nie warto słuchać plotek. Trzeba je po prostu zobaczyć i albo poczuć się zgorszonym całkowicie, albo – przejść terapię wstrząsową.

Bożena Dobrzyńska, Nieseksualna kuracja wstrząsowa, „Słowo Ludu”, 3.04.1992.

PARTNERZY TEATRU
Image
COPYRIGHT © 2020. Teatr powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu
Projekt: Adam Żebrowski    |    Wdrożenie: Flexi Design

Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Należy pamiętać, że w przypadku braku zgody nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.