Image

(…) „Słoń” będący czymś w rodzaju groteskowej komedii daleki jest od arcydzieła. (…) Trudne zadanie mieli reżyserzy Andrzej Walden i Jerzy Wasiuczyński. (…) Radomscy twórcy postanowili uszanować intencje dramaturga, który chciał – poprzez zabawę – zdemaskować naganną postawę „czarnej owcy”. Mimo to zastosowano przerysowania tak poszczególnych postaci (sprymityzowanych moim zdaniem nad miarę), jak i całych scen. Promotorem burleski jest wykonawca głównej roli – Andrzej Iwiński, który znalazł się w swoim żywiole, szafując bez miary (i umiaru) swoimi komediowymi umiejętnościami. Tak się tym złotym słoniem zafascynował, tak uwierzył w swoje sceniczne posłannictwo, że o całym świecie zapomniał. Miejscami wydaje się, że aktorzy lepiej bawią się od widowni, a to już jest w teatrze niebezpieczne.
(…) W sumie obserwujemy widowisko całkowicie dla polskiego widza egzotyczne, psychologicznie płyciutkie, niepotrzebnie brawurowe, treściowo miałkie. (…) Sztuka zrodzona w innym klimacie obyczajowym stanowi dla twórczego reżysera frapującą podnietę dla wykazania inwencji. Duet reżyserski nie wykazał jej w nadmiarze…
(…) Jawnym zgrzytem, a może nadużyciem jest język, jakim przemawia do nas Moczałkin: jakaś koszmarna krzyżówka slangu Kierdziołka, kierowcy „Wesołego autobusu” i chłopów-robotników z okolic Łowicza. Co to ma znaczyć i jaki efekt przynieść – nie odgadnę.

Stanisław Mijas, „Słoń” a sprawa polska, „Słowo Ludu” 1981, nr 1153 z dn. 11.10.

 

(…) Wprawdzie sztuka pod względem dramaturgicznym nie należy do mistrzowskich osiągnięć, ale tym bardziej należało dołożyć starań, aby coś z tego wyszło. Krzykiem i gestykulacją trudno kogokolwiek przekonać o czymkolwiek. W tym zgiełkliwym towarzystwie wyróżnia się tylko Jerzy Stępkowski jako Mitia (…), który przemyślał nie tyle rolę ile postać i rzeczywiście osiągnął wiarygodność. Natomiast sam Moczałkin (A. Iwiński) czy Dasza (G. Suchocka), jak też Ałła (E. Pietras) zagrały grubo poniżej swoich możliwości i umiejętności. Jest to małe rozczarowanie, za które odpowiadają niewątpliwie reżyserzy.
(…) Widocznie tę premierę potraktowano ulgowo, sądząc, że wystarczy komediowy charakter sztuki do zainteresowania publiczności. Okazało się, że to nie bardzo nawet wystarcza do zabawienia, nie mówiąc o zainteresowaniu.

Stanisław Żak, Marzenia kołchoźnika Moczałkina, „Przemiany” 1981, nr 11, s. 24.

PARTNERZY TEATRU
Image
COPYRIGHT © 2020. Teatr powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu
Projekt: Adam Żebrowski    |    Wdrożenie: Flexi Design

Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Należy pamiętać, że w przypadku braku zgody nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.