Image

Kolejna premiera, kolejni aktorzy w radomskim teatrze. Tylko się cieszyć z tak obfitego sezonu artystycznego w naszym mieście.

 

Mam nieodparte wrażenie, że Zbigniew Rybka, dyrektor Powszechnego, postanowił udowodnić sobie i nam, że zbuduje w ciągu roku zespół teatralny, zdolny podjąć najtrudniejsze zadania aktorskie (kiedy "Wesele"?). Na skomplikowanym rynku sztuki i komercji zebrać bożych szaleńców, którzy poświęcą się pracy w prowincjonalnym mieście, to dopiero wyczyn polityczno-menedżerski!

 

Na tym tle widzę ostatnią premierę "Króla Edypa" i cieszę się z wyników pracy zespołu pod kierunkiem Bartłomieja Wyszomirskiego. Z tygla repertuaru teatralnego tym razem wyciągnięto Sofoklesa najklasyczniejszą z klasycznych sztuk, która przemówiła do nas w nowym tłumaczeniu Marcina Sosnowskiego. Nie mnie oceniać filologiczne walory tego tekstu, ale dla słuchacza ważny jest jasno podany sens wypowiedzi bohaterów, język zrozumiały dla współczesnego odbiorcy i czysty, szlachetny ton płynący ze sceny. Zwłaszcza że tekst w przedstawieniu odgrywa decydującą rolę. To - oprócz naturalnych dźwięków wydobytych z kamieni, drewnianego podestu i metalowej kratki - jedyna muzyka dobiegająca do uszu widzów. Słowo w teatrze to potężny środek wyrazu, wobec innych komponentów stanowi podstawę, na której aktor stawia konstrukcję bohatera sztuki.

 

 

 

Edyp zbudowany przez Wyszomirskiego i Kubiaka jest przez większą część przedstawienia nie królem przemawiającym z godnością, ale rozhisteryzowanym młodzieńcem próbującym krzykiem zagłuszyć swą bezsilność. Jakże inaczej i przejmująco zabrzmiały końcowe sceny okaleczonego przez siebie i los bohatera. Ten liryczny ton Juliusz Kubiak może zaliczyć do swoich osiągnięć aktorskich.

 

Właściwie każdej z postaci występującej w "Królu Edypie" należałoby poświęcić uwagę, bo każda buduje swą rolę w opozycji do Edypa. Wygląda na to, że wszyscy są bardziej dojrzali i wiedzą coś, czego nie wie tylko król. Podkreślić trzeba uspokajającą, boleśnie milczącą i rozumiejącą grozę wydarzeń rolę Jokasty (Honarata Witańska). Scena w jej wykonaniu, udosłowniająca porównanie-metaforę o prawdzie ciążącej jak kamień, przejdzie do historii realizacji tragedii Sofoklesa. Z każdym słowem wypowiadanym przez króla przybywa ciężaru i świadomości winy. Ta prawda nie wyzwala, jest czymś, co przygniata bohaterów.

 

Reżyser i scenografka Iza Toroniewicz dołożyli starań, aby wydobyć z dzieła Sofoklesa samą esencję ludzkiego dramatu. Manifestacyjnie skupili uwagę odbiorcy na relacjach międzyludzkich - oczyściwszy scenę ze zbędnych elementów wyeksponowali tylko kamienistą drogę, na której i wokół której toczy się akcja. Jedynie maski kierują naszą uwagę na starożytną tradycję wystawiania tragedii, wszystko inne jest podporządkowane minimalistycznej konwencji teatru ubogiego. Mam nadzieję, że jest to świadomy gest - ukłon w roku Grotowskiego.

 

W programie na stronie tytułowej pokazano cały zespół aktorów w trakcie próby. Z otwartymi ustami po lekturze "Króla Edypa" Sofoklesa, w krzyku wydobywającym się z gardeł przygotowują się do przekazania emocji i uświadomienia nam dramatu istnienia. Jeżeli w naszym teatrze odbywa się taka praca z aktorami, to należy pogratulować sobie świetnego początku zespołu Teatru Powszechnego.

 

* Zbigniew Wieczorek jest polonistą, uczy w VI LO im. Jana Kochanowskiego w Radomiu

Zbigniew Wieczorek, Gazeta Wyborcza - Radom nr 134, 9.06.2009

PARTNERZY TEATRU
Image
COPYRIGHT © 2020. Teatr powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu
Projekt: Adam Żebrowski    |    Wdrożenie: Flexi Design

Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Należy pamiętać, że w przypadku braku zgody nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.